Jak tak dalej pójdzie, za kilka lat drugi filar emerytalny stanie się nic nie znaczącym kadłubkiem, który straci resztki racji bytu. Szkoda. Zawsze to jakaś wyrwa w zusowskim, skostniałym jak ślady tetrapoda spod Kielc systemie. Rozmowa z minister pracy i polityki społecznej Jolantą Fedak w „Rzeczpospolitej” nie pozostawia wątpliwości: nie szkoda róż, gdy płonie las. Widać wyraźnie, że kasy na emerytury zaczyna brakować, dług publiczny się powiększa, czyli trzeba sypnąć kasą. Skąd? Z Otwartych Funduszy Emerytalnych.
Pani minister kilka razy powtarza w wywiadzie, że nie ma mowy o zabieraniu pieniędzy z OFE. Pani minister chce tylko „zmniejszenia strumienia”. Z siedmiu i trzech dziesiątych do trzech procent składki emerytalnej. Jak to ładnie brzmi – zmniejszenie strumienia. „Pamiętajmy, że aktywa OFE nie zostaną uszczuplone, tylko będą wolniej przyrastać”, to jeszcze jedno słodkie zdanie z wywiadu mające nas przekonać, że nikt nam nic nie zabiera. Podobnie nic się nie stanie, kiedy wprowadzona zostanie możliwość przeniesienia zebranych pieniędzy z OFE do ZUS dla wszystkich kończących 60 i 55 (kobiety) lat.
Najpierw fundusz zbiera moje pieniądze, inwestuje, bym na końcu zabrał swoje zabawki i poszedł do ZUS. Tylko w tym roku może tak zrobić ponad 350 tysięcy członków OFE. Musi się to odbić na kondycji funduszy, które nagle „wolniej będą przyrastać”, ż...