Jako klient płacący rachunek obsługującej mnie osobie prawie zawsze pozostawiam napiwek. Podobnie czyni spora ilość klientów restauracji. Spotkałem się ostatnio z sytuacją, w której kelnerka na pytanie, czy może doliczyć napiwek do rachunku opłacanego kartą płatniczą, odpowiedziała twierdząco, dodając jednak, że wolałaby otrzymać tę kwotę bezpośrednio. Jestem przekonany, że z podobną reakcją spotkali się już nieraz nasi Czytelnicy. Wbrew pozorom bezpośrednie płacenie kelnerowi jest działaniem zgodnym z interesem ekonomicznym zarówno obsługującej nas osoby, jak i restauratora – jako pracodawcy i płatnika podatku.
Czy zastanawialiście się Państwo kiedyś, w jaki sposób opodatkowane są napiwki? Co do tego, że powinny być opodatkowane podatkiem dochodowym, nie ma wątpliwości. Nie ma również wątpliwości, że spora część pozostaje nieopodatkowana – z przyczyn, o których mówi ten felieton. Ale kto powinien płacić podatek? Pracodawca zaliczkowo jako płatnik czy też kelner bezpośrednio?
Można sobie wyobrazić kilka dróg, którymi pieniądze z napiwków trafiają do kelnera. Może on np. zatrzymać dla siebie napiwek mu wypłacony, wpłacając do kasy pracodawcy kwotę wynikającą z rachunku. Ta sytuacja najczęściej ma miejsce w lokalach, w których nie ma możliwości doliczenia napiwku do rachunku. W praktyce stosuje się również sposób polegający na tym, że otrzymujący od klienta napiwek wpłaca go do kasy, a następnie w wyniku rozliczenia otrzymuje jego całość lub część. Bardzo często możemy też poprosić o doliczenie napiwku do rachunku (i zapłacić całość kartą płatniczą lub gotówką). W tych sytuacjach pieniądze trafiają najpierw do dyspozycji pracodawcy (na konto lub do restauracyjnej kasy), a dopiero potem dzielone są według algorytmu ustalanego przez pracodawcę lub samodzielnie przez pracowników. I tu zaczyna się problem. Fiskus prezentuje bowiem jednolite stanowisko, w myśl którego jeśli tylko pieniądze z napiwków „dotkną” kasy pracodawcy, stają się przychodem ze stosunku pracy. I nie ma tu znaczenia, że pracodawca występuje jedynie jako pośrednik, który przechowuje nie swoje pieniądze.
Argumentacja fiskusa (z którą osobiście się nie zgadzam, co oczywiście dla stosowania prawa nie ma większego znaczenia) w skrócie polega na tym, że przychody z napiwków można podzielić na dwie grupy: przychody ze stosunku pracy oraz przychody z innych źródeł, o których mowa w art. 10 ust. 1 pkt 9 ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych.
Przypomnijmy, że przychody ze stosunku pracy zostały określone w art. 12 ust. 1 updof jako wszelkiego rodzaju wypłaty pieniężne oraz wartość pieniężna świadczeń w naturze bądź ich ekwiwalenty, bez względu na źródło finansowania tych wypłat i świadczeń, a w szczególności: wynagrodzenia zasadnicze, wynagrodzenia za godziny nadliczbowe, różnego rodzaju dodatki, nagrody, ekwiwalenty za niewykorzystany urlop i wszelkie inne kwoty niezależnie od tego, czy ich wysokość została z góry ustalona, a ponadto świadczenia pieniężne ponoszone za pracownika, jak również wartość innych nieodpłatnych świadczeń lub świadczeń częściowo odpłatnych.
O zakwalifikowaniu świadczenia jako przychodu ze stosunku pracy decyduje to, czy określone świadczenie może otrzymać wyłącznie pracownik (w rozumieniu ustawy o pdof), czy również inna osoba niebęd...